Menu

Recenzja Make – dlaczego (nie) polecam do automatyzacji?

grafika do mojej recenzji make - narzędzia do automatyzacji procesów

Make testuję i używam na co dzień od kilku lat. Nie jest to więc recenzja pisana po tygodniu klikania w darmowym planie, tylko podsumowanie tego, co realnie zauważyłem, obsługując automatyzacje dla małych i średnich firm oraz sklepów e-commerce.

 

Chcę uprzedzić od razu, bo widzę mnóstwo pięknych recenzji w sieci: Make ma swoje zalety, ale ma też konkretne WADY, o których nikt nie pisze wprost. I właśnie o jednych i drugich chcę dzisiaj szczerze opowiedzieć.

Kim jestem i dlaczego w ogóle testowałem Make...

Na co dzień zajmuję się e-mail marketingiem i automatyzacją procesów biznesowych dla małych i średnich firm oraz sklepów internetowych.

 

Make trafiło do mnie dość naturalnie, kiedy klient przyszedł z prośbą o połączenie swojego sklepu Shopify z narzędziem do e-mail marketingu, CRM-em i arkuszem Google Sheets. Próbowałem Zapiera, ale przy trzecim scenariuszu rachunek zrobił mi się zaskakująco wysoki. Wtedy zacząłem szukać alternatyw i tak trafiłem na Make, wtedy jeszcze pod starą nazwą Integromat.

 

Od tamtej pory przeszło przez moje konto dziesiątki scenariuszy, od najprostszych automatyzacji typu wysyłka powitalnego maila po nowej rejestracji, przez synchronizacje list mailingowych, aż po zaawansowane scenariusze z logiką warunkową, pętlami i kilkoma ścieżkami równolegle.

tak wygląda główny panel zarządzania w narzędziu make do automatyzacji

Używałem go w swojej firmie i u klientów, więc widziałem, jak sprawdza się w prostych automatyzacjach i co się dzieje, kiedy zaczynasz wymagać od niego naprawdę dużo.

Czym właściwie jest Make i dla kogo zostało stworzone

Make to platforma do automatyzacji, która pozwala łączyć ze sobą aplikacje i budować zautomatyzowane przepływy pracy bez pisania kodu. W praktyce oznacza to, że możesz połączyć formularz z arkuszem Google Sheets, CRM-em i narzędziem do e-mail marketingu w jeden proces, który wykonuje się sam.

To, co wyróżnia Make na tle konkurencji, to wizualny interfejs użytkownika pokazujący przepływ pracy w formie flowchartu. Widzisz dokładnie, jak dane płyną między różnymi aplikacjami i gdzie mogą pojawić się ewentualne błędy.

Bezpłatną wersję Make (jeśli chcesz sobie przetestować) masz tutaj

Jak to działa w praktyce?

Każdy scenariusz w Make składa się z modułów. Moduł to jedna konkretna akcja w konkretnej aplikacji, na przykład „pobranie danych z arkusza Google Sheets” albo „wysłanie wiadomości do Slacka”. Łączysz te moduły linią i ustawiasz między nimi filtry, routery, iteratory czy agregatory.

 

Brzmi technicznie, ale w praktyce przypomina układanie puzzli. Każde uruchomienie modułu zużywa jeden kredyt (wcześniej to były operacje) i to właśnie kredyty są walutą, w której rozlicza się Make.

Pierwsze wrażenie po zalogowaniu...

Nie będę udawał, że Make od razu mnie zachwyciło. Wręcz przeciwnie…

 

Pierwsze logowanie było lekko przytłaczające, bo widzisz pusty canvas z okrągłym plusem i masz zbudować coś, co ma działać. Zapier prowadzi cię za rękę krok po kroku, Make zakłada, że wiesz, co robisz. 

Ale kiedy już przeskoczysz tę pierwszą barierę (u mnie trwało to jakieś dwa, trzy wieczory), okazuje się, że jego intuicyjny interfejs jest naprawdę dobrze zaprojektowany. Widzisz całość scenariusza na jednym ekranie, możesz kliknąć w dowolny moduł i zobaczyć, jakie dokładnie dane przez niego przepłynęły. Dla kogoś, kto wcześniej debugował automatyzacje w Zapierze, to jest przeskok jakości.

Kluczowe funkcje Make, z których korzystałem najczęściej

Make oferuje sporo narzędzi i w codziennej pracy używałem tylko części z nich. Poniżej opisuję te, które dla osoby zajmującej się mail marketingiem i e-commerce są najważniejsze.

Wizualny builder i routery

tak wygląda przykładowy scenariusz automatyzacji w narzędziu make który tworzy gotowe do publikacji posty na media społecznościowe korzystając z artykułów na blogu firmowym

Wizualny builder to serce całej platformy. Routery pozwalają ci rozdzielić scenariusz na kilka ścieżek równolegle, na przykład: jeśli klient kupił produkt A, to wyślij mu jednego maila i oznacz w CRM-ie tagiem X, a jeśli kupił produkt B, to zupełnie inny scenariusz. Taki podział daje pełną kontrolę nad logiką i w praktyce oznacza, że Make radzi sobie ze scenariuszami, przy których Zapier zaczyna się krztusić.

Gotowe szablony

Make ma bibliotekę szablonów, które pokazują gotowe scenariusze dla popularnych integracji. Dla początkujących użytkowników to dobry punkt startu, bo zamiast budować od zera, klikasz w szablon, podłączasz swoje konta i lekko dostosowujesz.

przykładowe szablony automatyzacji w narzędziu make

Szczerze mówiąc, rzadko kiedy używam tych szablonów jeden do jednego, bo każdy biznes ma własne potrzeby, ale są świetne jako inspiracja i jako sposób na zrozumienie, jak Make w ogóle myśli.

Listę wszystkich gotowych szablonów automatyzacji w Make znajdziesz tutaj.

Obsługa webhooków i REST API

Tu Make naprawdę świeci. Moduł Webhooks pozwala odebrać dane z dowolnego systemu w czasie rzeczywistym, a moduł HTTP pozwala wywołać dowolne REST API. Jeśli jakiejś integracji nie ma w bibliotece (a biblioteka liczy ponad 3000 gotowych aplikacji), możesz ją zbudować samodzielnie przez API.

 

Tworzenie własnych integracji przez moduł HTTP to coś, co otwiera drzwi do praktycznie nieograniczonych możliwości. Używałem tego wielokrotnie, kiedy klient miał jakiś polski system (na przykład lokalny panel sklepowy albo system księgowy), którego nie było w bibliotece Make.

Make AI Agents i moduły AI

To jedna z najnowszych rzeczy, która pojawiła się na platformie.

 

Make AI Agents oraz Make AI Toolkit pozwalają podłączyć swoje agent LLM (OpenAI, Anthropic, Gemini) i używać sztucznej inteligencji wewnątrz scenariusza.

 

Od listopada 2025 roku możliwość podłączenia własnego klucza API do providera AI jest dostępna już od planu Core, a nie tylko Pro, co było miłą zmianą na plus

tak wygląda scenariusz agenta ai który automatycznie śledzi newsy branżowe i wysyła je na slacka firmowego

W praktyce oznacza to, że możesz zbudować scenariusz, który na przykład czyta przychodzącą wiadomość e-mail, wyciąga z niej kluczowe informacje i zapisuje je do bazy, a wszystko dzieje się w jednym przepływie. Uczenie maszynowe w akcji, bez pisania kodu.

Make w e-mail marketingu, czyli moje realne przykłady

Skoro recenzja ma być wiarygodna, to pokażę, jak konkretnie używam Make w swojej codziennej pracy. Poniższe scenariusze zbudowałem dla klientów i działają do dziś.

Synchronizacja listy mailingowej z arkusza Google Sheets

Klient prowadził dwa źródła leadów: formularz na stronie i spotkania na targach, gdzie zbierał wizytówki, które asystentka wpisywała do arkusza Google Sheets. Zbudowałem scenariusz, który co godzinę sprawdza nowe wiersze, waliduje adresy e-mail, dodaje kontakt do odpowiedniego segmentu na liście mailingowej, oznacza źródło i zapisuje backup w CRM-ie. 

Dzięki temu listy mailingowej nie trzeba ręcznie przenosić, a klient oszczędza godziny tygodniowo. Oszczędność czasu to najczęstszy argument, którym przekonuję klientów do takich wdrożeń. 

Reakcja na nowe zamówienie w sklepie

W tym samym sklepie Shopify ustawiłem scenariusz, który na każde nowe zamówienie robi kilka rzeczy jednocześnie dzięki routerowi: tworzy kontakt w narzędziu do e-mail marketingu, oznacza go tagiem „klient”, dopisuje do arkusza Google Sheets z wszystkimi transakcjami, wysyła powiadomienie na Slacka dla obsługi klienta i uruchamia kampanię powitalną.

Wcześniej było to robione ręcznie, a dzisiaj dzieje się w kilka sekund i to jest przykład szybkiej reakcji, która w e-commerce po prostu się liczy. Klient nie czeka, scenariusz wykonuje się w czasie rzeczywistym.

Przetwarzanie list kontaktów i czyszczenie bazy

Przetwarzanie list to zadanie, które bardzo lubię w Make. Raz w miesiącu scenariusz przechodzi przez całą bazę kontaktów klienta, sprawdza status (aktywny, nieaktywny, nieważny adres), grupuje rekordy i wysyła raport. Bez Make robiłbym to pewnie w Excelu przez pół dnia. 

Cennik Make – ile teraz kosztuje?

Cennik to temat, który zmieniał się w Make kilka razy, więc napiszę go dokładnie tak, jak wygląda aktualnie. Wszystkie kwoty podaję przy rozliczeniu rocznym, bo miesięczne jest o około 15% droższe.

 

Dostępne plany cenowe są podzielone na pięć tierów, a konkretnie tyle kosztują przy bazowym pakiecie 10 000 kredytów miesięcznie (w każdym planie płatnym można zwiększyć pulę kredytów do nawet kilku milionów, cena wtedy rośnie proporcjonalnie). 

Darmowy plan, czyli od czego zacząć

Darmowy plan Make daje 1000 kredytów miesięcznie, maksymalnie dwa aktywne scenariusze i 15-minutowy minimalny interwał między uruchomieniami. Możesz korzystać z pełnego buildera wizualnego i dostajesz dostęp do ponad 3000 aplikacji.

 

Dla nowych użytkowników to naprawdę fajny plan testowy. Spokojnie wystarczy, żeby sprawdzić, czy Make pasuje do twojego stylu pracy, zanim wydasz pierwszą złotówkę. 

Core, Pro, Teams, Enterprise, czyli co naprawdę je różni

  • Plan Core kosztuje 9 dolarów miesięcznie i daje 10 000 kredytów, nielimitowaną liczbę aktywnych scenariuszy, interwał od jednej minuty i dostęp do Make API. To plan, który w większości przypadków wystarczy do prostych automatyzacji w małej firmie.

  • Plan Pro kosztuje 16 dolarów miesięcznie i dodaje priorytet wykonywania scenariuszy (mniej czekasz w kolejce w szczycie), zmienne niestandardowe i przeszukiwanie pełnego loga wykonania. To plan, który wybieram dla klientów prowadzących scenariusze krytyczne biznesowo, gdzie nawet kilkuminutowe opóźnienie to problem.

  • Plan Teams kosztuje 29 dolarów miesięcznie i dorzuca role zespołowe oraz współdzielenie szablonów. Jeśli automatyzacjami w twojej firmie zajmuje się kilka osób, Teams naprawdę porządkuje zarządzanie projektami w Make.

  • Plan Enterprise ma cenę indywidualną. Dostajesz SSO, audit logi, wsparcie 24/7, aplikacje enterprise (takie jak SAP), custom functions i opiekuna z zespołu Value Engineering. Dla dużych organizacji to zaawansowane rozwiązania, dla małej firmy przesada.

Rozpiskę wszystkich planów z pełną listą funkcji znajdziesz tutaj.

Kredyty zamiast operacji (zmiana z sierpnia 2025)

Warto wiedzieć, że od sierpnia 2025 Make zmieniło rozliczenie z operacji na kredyty. W przypadku Make i klasycznych modułów (non-AI) przelicznik jest jeden do jednego, więc 10 000 kredytów to w praktyce 10 000 operacji.

 

Zmiana ma sens dopiero przy modułach AI, które konsumują kredyty inaczej w zależności od liczby tokenów i złożoności zapytania. 

 

Jeśli robisz tylko klasyczne integracje, praktycznie nic się dla ciebie nie zmieniło. Jeśli budujesz scenariusze z LLM, musisz mieć na to oko, bo jedno zapytanie do modelu potrafi zjeść więcej kredytów niż pełna ścieżka klasycznego scenariusza.

Zalety Make, których nikt głośno nie mówi

W większości recenzji widzę te same powtarzane argumenty: tanie, wizualne, dużo integracji. To wszystko prawda, ale chciałbym zwrócić uwagę na rzeczy, o których się nie pisze.

 

  • Po pierwsze, testowanie scenariuszy nie zużywa kredytów, jeśli robisz „Run once” w trybie edycji. To ogromna sprawa, bo w Zapierze każda próba to task, a w Make możesz debugować scenariusz dziesiątki razy bez obaw o licznik. W praktyce oznacza to, że uczysz się taniej.

  • Po drugie, Make przechowuje historię wykonania każdego scenariusza przez 7 dni na Free i 30 dni na planach płatnych. Możesz wejść w konkretne uruchomienie sprzed tygodnia i zobaczyć, co dokładnie zawierała każda zmienna w każdym module. Dla kogoś, kto debuguje problemy produkcyjne, to warte każdych pieniędzy.

  • Po trzecie, mapowanie zmiennych w Make jest dużo bardziej elastyczne niż u konkurencji. Możesz używać funkcji podobnych do Excela bezpośrednio w polach modułów (get, map, substring, formatowanie dat), co w praktyce oznacza, że nie potrzebujesz pisania własnego kodu w 90% przypadków. Daje pełną kontrolę nad tym, jak dane są transformowane.

  • Po czwarte, szeroka gama modułów natywnych dla popularnych narzędzi e-commerce, takich jak WooCommerce, Shopify czy PrestaShop, sprawia, że narzędzie Make w e-commerce to naprawdę potężne narzędzie. Integracje są głębokie, nie powierzchowne. Pobranie danych o produktach, wariantach, stanach magazynowych, zamówieniach, klientach, a wszystko to z filtrami i paginacją.

  • Po piąte, to świetne narzędzie, bo jest narzędziem chmurowym, co oznacza zero konfiguracji serwera, aktualizacji i martwienia się o hosting. Ogólnie rzecz biorąc, szybciej zaczniesz pracę niż przy jakimkolwiek rozwiązaniu on-premise.

Wady Make, o których też muszę szczerze napisać

Nie ma róży bez kolców i mam obowiązek opowiedzieć też o drugiej stronie. Oto wady Make, na które trzeba się przygotować.

 

  • Pierwsza, krzywa uczenia się. Dla początkujących użytkowników Make jest trudniejsze niż Zapier. Nie ma gotowych „Zaps” w rozumieniu prostego kreatora. Musisz rozumieć, czym są moduły, routery, iteratory, agregatory i webhooki. Osoba bez żadnych umiejętności technicznych odbije się od niego kilka razy, zanim polubi.

  • Druga, wsparcie techniczne. Na planie Free dostajesz tylko 90-dniowy „expert access”, a potem odpowiadają ci na ticket raczej wolno. Na planach płatnych support jest lepszy, ale nadal nie jest to poziom Zapiera, gdzie odpowiedź potrafi przyjść w kilka godzin. Wsparcie techniczne to realnie obszar, który Make mógłby podciągnąć.

  • Trzecia, brak opcji self-hosted. Make nie jest narzędziem open source, więc jeśli masz wymagania regulacyjne (finanse, zdrowie, sektor publiczny w Polsce) i potrzebujesz trzymać dane u siebie, musisz rozważyć alternatywy takie jak n8n, które jest open source i można je hostować na własnym serwerze.

  • Czwarta, ceny kredytów przy dużej skali. Kiedy wchodzisz w setki tysięcy kredytów miesięcznie, rachunek rośnie szybciej, niż się tego spodziewasz. Od 6 listopada 2025 dodatkowe kredyty (ponad plan) kosztują 25% więcej niż te wliczone w abonament, więc warto planować pulę z zapasem, bo taniej jest wybrać plan z większą liczbą kredytów niż kupować dopłaty.

  • Piąta, liczba integracji. Make ma ich ponad 3000, co brzmi imponująco, ale Zapier ma ich niemal trzy razy więcej. Jeśli używasz jakiegoś niszowego narzędzia (szczególnie polskich systemów), możesz trafić na moment, że trzeba coś zbudować przez HTTP, co już wymaga drobnych umiejętności technicznych.

  • Szósta, czasami scenariusze padają bez oczywistej przyczyny. W dzisiejszych czasach oczekujemy uptime 99,9%, ale Make zdarza się mieć kilka godzin problemów miesięcznie (status.make.com pokazuje historię). Dla e-commerce i procesów krytycznych warto o tym pamiętać i zawsze dodawać obsługę błędów.

Make kontra konkurencja (Zapier, n8n, Pabbly)

Krótkie porównanie, bo często dostaję to pytanie.

 

  • Zapier to najprostsze rozwiązanie, szeroka gama integracji (ponad 7000), ale płacisz za task, czyli za finalne akcje, i przy większej skali potrafi być 3-5 razy droższy niż Make. Dla osoby, która dopiero zaczyna, Zapier jest łatwiejszy.

  • n8n to narzędzie open source, które możesz hostować u siebie, i daje jeszcze większą elastyczność niż Make, zwłaszcza jeśli chcesz pisać własny kod (JavaScript, Python) i robić rzeczy, których inne narzędzia nie ogarną. Wadą jest trudniejsze wejście i konieczność dbania o infrastrukturę. Jeśli masz dewelopera w zespole i potrzebujesz zaawansowanych procesów z AI i LangChain, n8n często wygrywa.

  • Pabbly Connect to tania alternatywa z modelem jednorazowej opłaty, ale jakość integracji i stabilność jest wyraźnie niżej. Używałem go na testach i szczerze powiedziawszy, dla profesjonalnego zastosowania Make wygrywa bezdyskusyjnie.

Make siedzi sobie pośrodku i szczerze mówiąc, to jego największa siła. Dla większości małych i średnich firm, które chcą automatyzacji procesów biznesowych na wyższym poziomie niż Zapier, ale nie chcą zatrudniać programisty do obsługi n8n, Make jest idealnym rozwiązaniem.

Dla kogo Make będzie idealnym rozwiązaniem, a dla kogo nie

  • Make polecam osobom, które zajmują się marketingiem, e-commerce, sprzedażą i obsługą klienta w małej lub średniej firmie i chcą samodzielnie budować zautomatyzowane przepływy. Polecam też agencjom marketingowym, które obsługują wielu klientów i potrzebują skalowalnego, elastycznego narzędzia. Szerokie możliwości Make w zakresie integracji z różnymi aplikacjami używanymi na całym świecie sprawiają, że praktycznie każdy stack technologiczny da się obsłużyć.

  • Make nie polecam osobom, które potrzebują gotowej automatyzacji w 15 minut i nie chcą wchodzić w żadne szczegóły techniczne. Dla takich osób Zapier będzie lepszy. Nie polecam też firm, które ze względu na compliance muszą trzymać dane na własnych serwerach, bo Make jest w chmurze i tyle. I nie polecam go, jeśli pracujesz ze skalą milionów operacji miesięcznie i oczekujesz stałych cen, bo wtedy koszt kredytów zaczyna być znaczący i warto rozważyć n8n w wersji self-hosted.

Dla zaawansowanych użytkowników, którzy już coś ogarniają, ale nie chcą pisać własnego kodu, Make trafia w sam środek targetu. Zaawansowane funkcje takie jak custom variables, subscenarios, obsługa błędów, parallel execution, pozwalają budować naprawdę poważne rzeczy.

Dla kogo Make będzie idealnym rozwiązaniem, a dla kogo nie

Po latach pracy z Make mogę powiedzieć jedno: to jedno z najlepszych narzędzi dostępnych na rynku do automatyzacji, jeśli zależy ci na elastyczności i możliwościach bez konieczności wchodzenia w kod.

 

Zbudowałem na nim dziesiątki scenariuszy, które realnie oszczędzają klientom godziny tygodniowo, a niektórym nawet dni miesięcznie. W temat Make warto wejść świadomie i zacząć od darmowego planu, zbudować dwie lub trzy proste rzeczy, zobaczyć, czy pasuje do stylu myślenia.

 

Jeśli czujesz, że wizualny flowchart cię przekonuje, że lubisz widzieć, co się dzieje pod spodem, i masz cierpliwość na pierwsze dwa wieczory nauki, to Make będzie twoim wiernym kompanem w automatyzacji na lata. Jeśli szukasz czegoś, co działa jak magia za jednym kliknięciem, Make cię rozczaruje i lepiej spójrz gdzie indziej.

U mnie został na stałe i kiedy klient pyta mnie o rekomendację narzędzia do automatyzacji, w większości przypadków odpowiadam właśnie Make. Nie dlatego, że jest idealne, bo nie jest. Po prostu najlepiej wyważa cenę, możliwości i krzywą uczenia.

A w mojej robocie to właśnie ten balans decyduje, czy narzędzie zostaje, czy wylatuje po trzech miesiącach. Możesz skorzystać z darmowego planu i sprawdzić to sam. To najszczersza rekomendacja, jaką mogę dać.

4.7/5 - (46 votes)
Udostępnij ten artykuł:
Szymon
Szymon

Specjalista ds. e-mail marketingu i automatyzacji z 5-letnim doświadczeniem. Na co dzień wspiera firmy w skutecznej komunikacji z klientami za pomocą narzędzi typu ESP (Email Service Provider), pomagając im lepiej wykorzystywać potencjał e-mail marketingu w sprzedaży i budowaniu relacji. Doradza zarówno małym biznesom, jak i dużym firmom działającym w modelu B2B oraz B2C. Specjalizuje się w doborze odpowiednich narzędzi do e-mail marketingu, projektowaniu automatycznych sekwencji wiadomości, poprawie dostarczalności i konwersji, a także w integracji systemów mailingowych z CRM-ami, CMS-ami oraz platformami e-commerce. Przez lata testował dziesiątki platform do e-mail marketingu - od prostych rozwiązań dla początkujących po rozbudowane systemy marketing automation. Na MailGrow.pl dzieli się swoją wiedzą i praktycznym doświadczeniem, tworząc recenzje, porównania i poradniki, które pomagają wybrać odpowiednie oprogramowanie.

Artykuły: 219

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *